słodkie życie z małym tyrankiem

dzieci są jak bąki - da się wytrzymać tylko swoje

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Już po szczepieniu. Młodzieniec zniósł je świetnie, głośniej wiszczał przy zakładaniu czapki ;)
Co do dokarmiania mieszanką to nawet nie musiałam nikogo przekonywać, Antoś został zważony i to wystarczyło. Wazy 6 kg, od zeszłego miesiąca przybyło mu pół kilo. Dolna granica dopuszczalnej normy.
Całe szczęście, że dostałam receptę na Bebilon Pepti, ono nie jest takie złe, przynajmniej nie śmierdzi i nie jest strasznie gorzkie jak Nutramigen. Obawiam się, że mój synek nie rozsmakowałby się w nim, skoro zna już smak słodkiego jabłuszka czy marchewki ;)
Za dwa tygodnie mamy przyjść na ważenie
Tagi: nasze smutki
04.03.2010 o godz. 16:07
Mały w nocy wstawał na jedzenie 4 razy. Masakra, chodzę dziś jak bohater Zombielandu ;) (tak na marg. spoko czarna komedyjka, taka głupkowata, akurat na sobotni relaksik).

Obawiam się, że zaczynam tracić pokarm. Chciałam Tośka karmić do roku, ale niestety ta sztuka chyba mi się nie uda. Dobre i te 4 miesiące, ale mimo wszystko czuję się jakoś z tym dziwnie. To chyba przez ta nachalna propagandę karmienia piersią. Ok - nie ma nic zdrowszego od mleka matki, żadna mieszanka go nie zastapi, ale lepiej jest dać modyfikowane, niż pozwolić, by własne dziecko płakało z głodu :/

A walczyłam różnymi sposobami:
- herbatki mlekopędne,
- tabletki mlekopędne,
- karmi,
- odciąganie metoda 7-5-3.
I co? I g*wno :/

Idziemy dziś na szczepienie na piętnastą i pogadam z lekarką jakie nam mleczko proponuje. Bo feler jet taki, że mały ma skazę. Jak dostanie Nutramigen śmierdzący jak gnijąca szmata do podłogi to będzie dopiero załamka. Ech, ciężkie jest życie matki...
Tagi: nasze smutki
04.03.2010 o godz. 13:32
mimo że moja była niespodzianką nigdy bym nie powiedziała, że to był pech
1266661247_by_kongu_500.jpg
02.03.2010 o godz. 09:26
Moja bardzo dobra koleżanka ma znajomą, która zaszłą w niechciana ciażę. Pierwsza myśl - skrobanka. Nie wiem jakim cudem, ale moja Martucha odwiodłą ją od tego pomysłu. Z tego co wiem, nie było łatwo ale się udało. Parę dni temu ta dziewczyna urodziła. Martwe niemowlę... Może i nie ma czegoś takiego jak kara Boska (no bo po co by były wtedy te cyrki z Sądem Ostatecznym skoro bylibyśmy karani na bieżąco) ale jedno jest pewne - wypowiedziane przez nas słowa nie idą w próżnię...
Dziś taka piękna pogoda a Sylwia będzie żegnać swoje dziecko. Patrzę na swojego synka i łzy same napływają do oczu... Ja na jej miejscu umarłabym z rozpaczy...
Tagi: nasze smutki
22.02.2010 o godz. 09:30
Moje słonko weszło w nowy etap - co do ręki to do buzi :) wszystko w zasięgu jego rączek, w tym i ja, jest zaślimaczone ;)
16.02.2010 o godz. 09:14
Dokładnie rok temu zrobiliśmy sobie z mężem synka :)
Co się zmieniło (oprócz spraw oczywistych) przez ostatnie 365 dni? Niewiele:
- nie palę,
-nie piję kawy, alkoholu i mleka (pieprzona skaza białkowa),
-mam męża(rok temu był TYLKO narzeczonym),
-jestem cierpliwsza :) noooo.... czasami... ;)

Póki co nie mam marchewki we włosach, ale Mały za 2 tygodnie kończy cztery miechy i zacznie sie przygoda z wprowadzaniem nowego jedzonka ;) już widzę oczyma duszy te ściany upstrzone w pomarańczowych plamach.
Achhh, uroki macierzyństwa :)

P.S. Wczoraj mój pierworodny przełożył z rączki do rączki grzechotkę. Amazing ;)
15.02.2010 o godz. 17:56
Czuję, że coś mnie łapie, jakieś przeziębionko czy cuś. Mam nadzieję, że nie zarażę bąbla swojego. Niby przy karmieniu piersią dziecko dostaje odpowiednie przeciwciała, ale kto tam wie. Są różne teorie (część pewnie napędzana przez producentów mieszanek), ale wiadomo - przezorny zawsze zabezpieczony. Dlatego wysłałam małża po Tantum Verde na gardło. A on przyniósł mi Propolki, bo te durne babsko z apteki stwierdziło, że matka karmiąca nie może tego co ja sobie zażyczyłam. Taaa... a wystarczyło przeczytać opis na ulotce. Żenua. Ale nie będę się kłócić o głupie tabsy, byle pomogło, ehhh.
Tagi: nasze smutki
10.02.2010 o godz. 15:43
Mój kochany, przeuroczy syn nauczył się wstawać między 6.00 a 7.00 :) głodny nie jest, bo wstaje na karmienie ok. 5.00 i zazwyczaj spał aż do 8.30. A tu raptem takie numery. Aż kupiłam mu maskotkę-grzybka na sprężynce. Zaczepiłam Pana Grzybka za stelaż od baldachimu i... niespodzianka - młody zaczął mnie wzywać o 8.00, już o 7.00 słyszałam jak gada po swojemu i się śmieje zatem podstęp się udał :)
A teraz mały leży na macie i śmieje się do mnie pełną gębą - czyli dziąsłami i językiem heh :)
09.02.2010 o godz. 11:17
No tak, właśnie mieliśmy iść na spacer, młody w pełnym rynsztunku - czapka, rękawiczki, kombinezon - a on nawalił w pieluchę :) cwaniak jeden
04.02.2010 o godz. 12:42
Dziś mój synuś pierwszy raz zaśmiał się, ba - zarechotał wręcz :) To najlepsza nagroda dla mamy za te wszystkie nieprzespane noce, za wszystkie obsikane bluzki, obślinione bluzy (Tosiek robi mi pagony na ramionach gdy go noszę na rekach, heh).
Teraz leży w leżaczku i stara się obie rączki wsadzić do buzi. Naraz. Mam nadzieję, że to nie ząbki :)
04.02.2010 o godz. 11:04
Mój młodzieniec trzasnął sobie 2,5 godzinną drzemkę, więc pomyślałam, że spacerek dobrze nam zrobi. I wszystko byłoby pięknie - dość ciepło, nic nie pada - gdyby nie ta kasza na chodnikach. Można sobie wyrobić mięśnie ud, że ulala :)
Po godzinnym spacerze wróciłam do domu z niezłą zadyszką.
I tak się zastanawiam, dlaczego tak się dzieje, że piesi muszą brnąć przez zaspy. Rozumiem - przez pół zimy nie opłacało się odśnieżać, bo zaraz znów napada. A teraz? Chyba się nie opłaca, bo i tak zaraz się samo rozpuści :)))
No ale zaoszczędzę na aerobiku ;)
02.02.2010 o godz. 15:12
Tak, toczę wojnę z kolkami. I muszę się przyznać, że póki co porażka goni porażkę. Mój smyk skończył tydzień temu 3 miesiące, czyli teoretycznie to cholerstwo powinno zacząć ustępować. U nas jest niestety na odwrót - ostatnio przybrały na sile :/ No masakra jakaś, o 18.00 jak za dotknięciem magicznej różdżki mały zaczyna się prężyć, wić jak piskorz i wrzeszczeć na cały blok. Niedługo zawita u nas ktoś z pomocy społecznej zaalarmowany przez sąsiadów.
Ale co by nie powiedzieć to Tosiek jest bardzo punktualny - według jego krzyków i lamentów mogę ustawiać zegarek. Codziennie 18.00. Na pewno nie po mnie to odziedziczył ;)
Oczywiście stosowaliśmy różne środki - koperek (małego gazy jeszcze bardziej męczyły), Infacol (bardzo szybko się przyzwyczaił i przestało działać). Koleżanka doradziła mi granulki a położna Viburcol w czopkach. Tyle że ja homeopatii nie ufam bo też mnie kiedyś takim sposobem leczono. Równie dobrze mogę pójść do wróżki i spytać kiedy synkowi minie kolka...
Dziś zaczęłam stosować BioGaię. No cóż, probiotyk mu nie zakszodzi choćby z tego względu, że nie da się go przedawkować :) jeśli i to nie pomoże - trudno, trzeba będzie uwierzyć tej części lekarzy, którzy twierdzą, że najlepszym lekiem na koleczki jest czas...
A mój czorcik jak gdyby nigdy nic leży sobie na macie edukacyjnej, macha nóżkami i śmieje się do pluszowych pszczółek. No i tak będzie, do 18.00...
Tagi: nasze smutki
02.02.2010 o godz. 09:59
...suszarko lokówka. Jej wszechstronność mnie po prostu zniewala. Pomińmy oczywiste funkcje jak podkręcanie czy suszenie - ona jest niezastąpiona przy małym dziecku.
Sprawdziłam na własnym dziecku. Jak ma kolkę, wystarczy podmuchać ciepłym strumieniem powietrza na brzuszek i z oczu przestają lecieć łzy jak grochy a w domu nastaje błoga cisza (z lekka zmącona szumem suszary rzecz jasna).
Ostatnio zaczęła mi pomagać przy usypianiu Antośka w dzień. W nocy jest ok, kładę go do łóżeczka i mały zasypia. A w dzień - wrzask. Włączam suszarkę i w domu nastaje błoga cisza :) Synek zasypia. Widocznie taki szum uspokaja lepiej niż niejedna kołysanka.
A tak à propos kołysanek - jeszcze jakoś Turnaua toleruje :))) ale przy Steczkowskiej ryczy wniebogłosy. Ma gust, nie ma co :)
01.02.2010 o godz. 14:25
Zacznijmy od tego, że nasz synek był planowany. A i owszem. Ślub miał być w sierpniu, zatem starania mogliśmy zacząć troszkę wcześniej, w końcu nie każdej parze udaje się przy pierwszym podejściu. No i cóż, miał być sierpień a synek zrobił nam się w lutym :) Widocznie doszedł do wniosku, że październik to lepszy czas na poród niż maj. Tyle tylko że moja "falstartowa" ciąża wywróciła nam życie do góry nogami. Całe szczęście, udało nam się wszystko jakoś poukładać - przełożyliśmy ślub na maj, udało się zmienić terminy z kamerzystą, fotografką, managerką sali weselnej. Przez jakiś czas mimo wszystko żałowałam, że brałam ślub z brzuszkiem. Maleńkim - zaczynał się dopiero 4. miesiąc, ale i tak było mi ciężko. Hehe, gdybym wtedy wiedziała jak będę się czuć pod koniec ciąży... :)))
I powiem szczerze, że wszystko byłoby pięknie gdyby nie mój szef. Otóż w czerwcu miałam podpisać umowę na czas nieokreślony - moja 3. umowa w tej firmie. Ale,wg mojego szefa,popełniłam karygodny błąd - zaciążyłam - i mogłam się pożegnać z ciepłą posadką. Postanowił nie przedłużać mi umowy. Na początku było mi z tym bardzo źle, zawiodłam się na osobie, którą szanowałam, która była rzetelna i sama miała małe dziecko, więc powinna więcej rozumieć. Niestety, przeliczyłam się.
Ale mój żal nie trwał długo. Synek chyba przeczuwał, ze jestem w nie najlepszej formie i bardzo wcześnie, bo w 14 tygodniu obdarował mnie słodkimi kopniakami. Od tamtej pory posiadanie dziecka nie było takie abstrakcyjne, nie oszukujmy się - na USG g...o widać :) I zrozumiałam, że najważniejsze mam przy sobie, a praca to praca - znajdę w końcu inną :)
No ale skończmy z tymi sentymentami, bo zawsze mnie dziwiła jedna rzecz - jakim cudem niektóre kobiety do końca nie wiedziały, że będą miały dziecko? No ok, tłumaczyły to jakoś. Ze myślały, że te ruchy co czują to gazy. No ja pierniczę, to jakie trzeba mieć gazy żeby nie odróżnić ich od porządnego kopa w żebra czy pęcherz? Toż to nadaje się do leczenia u gastrologa :)
Widzę, że schodzę na śmierdzące tematy, więc póki co pożegnam się na dziś ;)
Tagi: ciąża
01.02.2010 o godz. 10:48
mamma-mia
słodkie życie z małym tyrankiem
O mnie: od października jestem mamą prawdziwego tyrana :) będę zapisywać wszystko to,co ważnego dzieje się w naszym życiu, bo za kilka lat już nie będę pamiętać, kiedy mój synuś pierwszy raz wsadził sobie stopę do buzi ;) oprócz tego że jestem matką. jestem też kochaną żonusią swojego mężusia...No, zdarza mi się nią być czasami ;)
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 4 godziny 7 minut
  • Napisanych notek: 14
  • Komentował: 1 razy
  • Zebranych komentarzy: 5
  • Ostatni wpis: 04.03.10, 16:07
  • Wpis średnio co:
  • Profil odwiedzono: 7329 razy
  • Ilość avatarów: 3
  • Ilość zdjęć: 1
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 12
  • Ostatnie logowanie: 15.03.10, 16:12
  • Ostatnio odwiedzili: krolis07, kingusia1735, ZakochanaTina, the-invisible-wall, Promyk, Malinaa, KAO